Jednym z najpopularniejszych imion w Polsce jest imię Anna (hebrajskie hanna - łaska), które swą popularność zawdzięcza matce Najświętszej Maryi Panny i babce Jezusa. Kościół corocznie wspomina w dniu 26 lipca rodziców Najświętszej Maryi Panny • Joachima i Annę.

O wielkiej świętości rodziców Matki Bożej mówi nam samo ich powołanie do tej roli, jedynej na świecie. Bóg w swej Opatrzności wiedział, kogo ma wybrać do dania życia Tej, która miała dać światu Odkupiciela. Bóg wysłuchał modlitw starszych już małżonków i przyniósł im „błogosławione dziecię", a św. Anna stała się patronką matek chrześcijańskich.

Największym ośrodkiem kultu świętej jest w naszym kraju Góra Świętej Anny na Opolszczyźnie, miejsce, które przez całe stulecia było bastionem polskości tych ziem, germanizowanych i odsuwanych od Macierzy. Tu, we wspaniałej świątyni, zbudowanej w latach 1480-1516, znajduje się niewielka figurka z drzewa bukowego mająca 66 cm wysokości, a przedstawiająca św. Annę Samotrzecią, czyli trzymającą na lewej ręce swoją córkę Maryję, zaś na prawej swego Wnuka Jezusa Chrystusa. Rzeźba ta, pochodząca prawdopodobnie z XV wieku, ma ogromną wartość historyczną, artystyczną i kultową. Góra Świętej Anny stała się symbolem wiary i polskości, tu zawsze odbywały się nabożeństwa w języku polskim, tu głoszono po polsku kazania i śpiewano pieśni w mowie praojców. Tu wreszcie w roku 1921, podczas trzeciego zrywu powstańczego Ślązaków, toczyły się ciężkie boje. Z góry, w pogodny dzień, zobaczyć można niemal cały Śląsk.

Dziś, gdy kobiety matki, babcie mają tyle problemów, muszą ponieść tyle trudów i wyrzeczeń, gdy do niejednej rodziny zagląda bezrobocie, gdy brak jest podstawowych środków do życia, a młodzi odchodzą od wiary, zagrożeni różnorakimi złymi wpływami cywilizacji, jakże nie prosić o wstawiennictwo św. Anny, która u swego Wnuka może orędować i wypraszać potrzebne łaski na trudne chwile życia.

Do Św. Anny, przed cudowną figurę na Górze św. Anny pielgrzymują również pary kobiety z prośbą o łaskę macierzyństwa.


Znany z twórczości o Śląsku i na Śląsku Pan Marek Szołtysek (pisarz, dziennikarz, nauczyciel historii), który gościł przed laty z wykładem w naszej parafii o historycznych już tradycjach opustowych pisze tak:

Zwyr­ta­nie na ka­ra­so­lu

Li­piyń to czas, kedy przi­tre­fio sie noj­wiyn­cyj pa­ra­fial­nych od­pu­stow. A na takim sta­ro­mod­nym ślon­skim od­pu­ście, to na zi­cher mu­sia­ły być ka­ra­so­le. A dyć ka­ra­sol to taki wi­chaj­ster, kerym sie idzie do­oko­ła po­zwyr­tać. Ka­ra­so­le mogom być małe dlo dzie­cek i take wiel­ge dlo star­szych. A te wiel­ge ka­ra­so­le ze zi­ca­mi na du­gich ke­tach – to ke­cio­ki. I tymi ke­cio­ka­mi to sie zwyr­ta­ło tak fest do luftu, że bez­ma­ła gowa miało sie już we nie­bie. Trza jed­nak wie­dzieć, że ka­ra­so­le niy ro­snom same, choby grzi­by po dy­sz­czu. No toć! Na od­pu­sty ze ka­ra­so­la­mi dycki przi­jyż­dża­ły take od­pu­sto­we gy­szef­cio­rze. A kon­kret­nie tego gy­szef­cio­rza od ka­ra­so­la mia­nu­je sie po ślon­sku – ka­ra­sol­ni­kiym. I mo sie ro­zu­mieć, że taki ka­ra­sol­nik ze ka­ra­so­lym to niy był in­sty­tu­cjom cha­ry­ta­tyw­nom, be­stoż za zwyr­ta­nie sie pora minut na ka­ra­so­lu trza było dować płat. Yno na Ślon­sku i bez­ma­ła we coł­kij Eu­ro­pie to było tak, że jak kto niy mioł do­wnij pi­jyn­dzy, a chcioł sie kar­nonć na takim ka­ra­so­lu, to mog na to sie za­ro­bić. Jak? A dyć do­wnij jak niy było jesz­cze ka­ra­so­li na sztrom abo na spa­li­no­wy motor, to tymi ka­ra­so­la­mi zwyr­ta­li lu­dzie. Oni sie­dzie­li we pojsz­czod­ku ka­ra­so­la, we szpe­cjal­nyj budce i po­ci­ska­li taki dinks do zwyr­ta­nio, taki choby gypel. To była ciynż­ko ro­bo­ta. A dyć jak kery piynć razy za rajom po­ci­skoł tyn ka­ra­sol, to potym jedna raja mog sie kar­nońć za darmo. To były czasy! A niy jak dzi­sioj, wszyj­sko za pi­jon­dze. A jak niy mosz pi­jyn­dzy – to mosz prze­smo­lo­ne nawet na od­pu­ście.

źródło: http://m.onet.pl/wiadomosci/kraj/slask,v351v